Wrzasną i klasną, wrzask o gwiazdy bije:

«Litawor żyje! Książę, pan nasz żyje!».

Stał i ku ziemi dzierżał lice blade.

Hałas grzmi jeszcze, powtarzany echem;

Z wolna wzniósł czoło, obejrzał gromadę,

Za okrzyk lekkim dziękując uśmiechem.

Nie był to uśmiech, co z serca poczęty

Rozjaśni lica i w oczach zaświeci;

Ale jakoby gwałtem przyciągnięty

Usiadł na ustach i wkrótce uleci: