Ni w tył, ni naprzód nie ruszono kroku;

A bóg zwycięstwa, przyszłe ważąc losy,

Równy krwi ciężar stąd i zowąd bierze

I szala dotąd w równej stoi mierze.

Tak ojciec Niemen, mnogich piastun łodzi180,

Gdy Rumszyskiego napotka olbrzyma:

Wkoło go mokrym ramieniem obchodzi,

Dnem podkopuje, pierś górą wydyma;

Ten, natarczywej broniąc się powodzi,

Na twardych barkach gwałt jej dotąd trzyma,