Fijołek klęczy zgięty pod kroplami ranku.

Laura błysnęła w oknie, ukląkłem na ganku;

Ona, muskając sploty swych złotych warkoczy,

«Czemu — rzekła — tak rano smutne macie oczy,

I miesiąc, i fijołek, i ty, mój kochanku?»

W wieczór przyszedłem nowym bawić się widokiem;

Wraca księżyc, twarz jego pełna i rumiana,

Fijołek podniósł listki otrzeźwione mrokiem;

Znowu stanęła w oknie moja ukochana,

W piękniejszym jeszcze stroju i z weselszem okiem,