ktoś wpakował w drzwi. I po panu. — Przyznałem mu rację

i sobie pomyślałem, no więc dobrze, nie żyję, trzeba to

wykorzystać najlepiej jak się da, od tej chwili już będę

jak ci anieli w niebie, bez żadnych obciążeń, bez skazy,

nie pozwolę się więcej prowokować światu, świat cały

mając do dyspozycji. Tylko że chore ścięgno wciąż dawało

o sobie znać, a z torby nie znikła chyba niewykorzystana

karta magnetyczna, którą będzie trzeba zanieść gdzieś

na ulicę Librowszczyzna, żeby chamy oddali forsę (o tak,

lepiej żeby nie znikła): nie umarłem sam. I zaraz się wpier-