*

Czytywałam chętnie nie tylko romanse, lecz, jak już wyżej zaznaczyłam, zaczęłam czytać klasyków i inne pożyteczne książki. Bardzo interesowałam się bieżącymi wydarzeniami. Jeszcze jako uczennica w terminie często nie kupowałam sobie jedzenia, by móc kupić gazetę. Nie interesowały mnie jednak nowości, lecz artykuły polityczne. Obecnie, gdy już miałam stałą pensję, kupowałam sobie gazetę wychodzącą trzy razy dziennie. Była to bardzo religijna, katolicka gazeta, niezadowolona z poczynającego się ruchu roboczego, za to bardzo chodziło jej o patriotyzm i religijność. Już wtedy w mej duszy walczyły o pierwszeństwo dwa poglądy. Żywo interesowałam się wszystkimi wydarzeniami w rodzinie panującej i byłam lepiej poinformowana co do działań rodziny królewskiej niż o własnym otoczeniu. Razem z Hiszpanią opłakiwałam Alfonsa XII34 i przechowałam jak relikwię obraz wyobrażający Marię Krystynę35, jak ze swym dzieckiem na ręku ukazuje się poddanym. Z powodu Aleksandra Battenberga36 życzyłam Rosji wojny i upadku; książę bułgarski też długo zajmował miejsce w mej galerii obrazów. Śmierć następcy tronu austriackiego37 tak mnie zmartwiła, że płakałam całymi dniami. Nie zajmowały mnie jednak tylko losy dynastii, lecz i zawikłania polityczne. Wyrażona w mojej gazecie możliwość wojny z Rosją wprawiła mnie w zapał patriotyczny. Już widziałam swoich braci powracających ze sławą z pola bitwy; siebie zaś chętnie widziałabym w roli „Bohaterki z Wörth”, którą, jak czytałam w powieści, Wilhelm I38 nagrodził orderem Krzyża Żelaznego39.

Wtedy znałam już dzieje rewolucji francuskiej i wiedeńskiej40, które pożyczyłam sobie od ojca jednej koleżanki. Długo jednak nie mogłam zdecydować się na jakiś określony światopogląd. Gdy w życiu politycznym był silny prąd antysemicki, byłam zupełnie po jego stronie. Do tego uczucia skłoniło mnie jedno zdarzenie: zawdzięczam je świstkowi papieru pod tytułem Jak Izrael zdobywa władzę i panowanie nad narodami całego świata. Oprócz opowieści o wielu zbrodniczych czynach, przypisywanych zwykle synom Izraela, poznałam teraz jeszcze bajkę o mordzie rytualnym. Przeczytałam właśnie, iż Żydzi chcą hańbić „córki gojów” (chrześcijan), by ochronić własne żony i córki. To twierdzenie wywarło na mnie ogromny wpływ. Chciałam się przyczynić do zmniejszenia obrotów żydowskiego kapitału i przemysłu i postanowiłam przestać kupować ubrania w sklepie żydowskim; namawiałam do tego też moje koleżanki. W tym samym czasie działała jakaś grupa anarchistyczna. Anarchistom przypisywano niektóre zagadkowe przestępstwa, a policja wykorzystywała je do nękania rodzącego się ruchu robotniczego. O tym wszystkim czytałam z wielkim zainteresowaniem, wszystko zaś inne, co, jak utrzymują, zajmuje wszystkie kobiety, ledwie przeglądałam. O procesach anarchistów czytywałam z namiętnością. Czytałam wszystkie mowy, a że pomiędzy oskarżonymi byli też socjaldemokraci, zapoznałam się więc z ich programem. Byłam pełna zapału. Każdy jeden socjaldemokrata, którego znałam z gazety, wydawał mi się bohaterem. Nigdy jednak nie wpadło mi na myśl, że mogę zostać ich towarzyszką. Byli dla mnie tak wielcy, niedosiężni, że nawet myśl o tym, że ja, niewykształcona, nieznana i biedna istota, będę brać czynny udział w ich partii, wydawała mi się dzika, fantastyczna.

Nastąpiły rozruchy robotnicze, rozpowszechniło się ogólne bezrobocie, stanęły całe gałęzie przemysłu, a policja chciała stłumić wciąż wzrastającą nędzę i niezadowolenie środkami represyjnymi. Zamykała stowarzyszenia zawodowe, konfiskowała kasy. Takie postępowanie oczywiście powiększało jeszcze niezadowolenie i doszło do demonstracji i starć; gdy zaś te się powtarzały, posłano wojsko do „zagrożonych” ulic. Stali na ulicy z bronią pieszo i konno. Wieczorem po wyjściu z fabryki pobiegłam na plac, by przyjrzeć się wypadkom; wojska nie bałam się wcale, poszłam dopiero wtedy, gdy spędzano ludzi do domów. Wtedy poznałam nadzwyczaj inteligentnego robotnika. Był zupełnie niepodobny do tych, którzy należeli do moich znajomych. W swoim życiu wiele podróżował, był w Rosji i Anglii i teraz właśnie powrócił, otrzymał niezłe wykształcenie, uczęszczał do szkoły średniej i tylko z powodu katastrofy finansowej musiał zostać robotnikiem. Był to pierwszy socjaldemokrata, którego poznałam. Nie należał jednak oficjalnie do partii, nie był członkiem żadnego stowarzyszenia, czytał tylko wydawnictwa partyjne. Dostałam od niego wiele książek, z nim mogłam mówić o wszystkim, co myślałam i czułam. On objaśnił mi różnice między socjalizmem i anarchizmem; on pierwszy opowiedział mi, co to jest republika, i ja, taka zapalona monarchistka i adoratorka dynastii, zgodziłam się, że lepszy jest ustrój republikański. Pojmowałam wszystko tak dobrze, widziałam wprost namacalnie, że liczyłam tygodnie i dnie, które miały upłynąć do nastania reform w państwie i społeczeństwie. Od tego samego robotnika dostałam pierwszą gazetę socjaldemokratyczną. Nie kupował jej regularnie, ale tylko od czasu do czasu, jak niestety czyni wiele osób, ja jednak prosiłam, by kupował gazetę co tydzień i sama ją kupowałam. Z początku trudno mi było zrozumieć rozumowania teoretyczne, lecz za to odczuwałam dobrze to, co było pisane o cierpieniach klasy robotniczej, i dzięki temu poznałam lepiej własny stan i miałam o nim poważniejszy sąd. Zdałam sobie sprawę, że to wszystko, co dotychczas znosiłam, nie było za sprawą Boga, lecz niesprawiedliwego urządzenia społeczeństwa. Ogarniało mnie bezbrzeżne oburzenie, gdy czytałam o tych samowolnych prawach i postępkach wobec robotników.

Zniesienie ustawy antysocjalistycznej w Niemczech41, z powodu której socjaldemokraci bardzo cierpieli, powitałam z zachwytem, choć nie miałam jeszcze nic wspólnego z partią i nikt mnie nie znał. Nie byłam jeszcze dotychczas na zebraniu, nie miałam nawet pojęcia, że kobiety mogą tam mieć wolny wstęp; poza tym nigdy nie chodziłam sama do kawiarni, gdyż było to sprzeczne z moimi zasadami. Takim sposobem unikałam wszelkiej przyjemności, wszelkiej rozrywki, żeby tylko nie znaleźć się w towarzystwie, które nie stosowało by się do mych poglądów. Matka też zawsze mówiła mi: „Dobra dziewczyna powinna być zawsze w domu”. Wciąż więc siedziałam w domu, zajęta książką lub robótką, tęskniąc jednak bardzo, choć bezwiednie, za obcowaniem z ludźmi jednako myślącymi i jednakowo czującymi.

W fabryce zupełnie się zmieniłam, mój umysł uwolnił się nieco od zbytecznej uczuciowości. Przedtem szukałam samotności, by koleżanki nie mogły się ze mną za bardzo spoufalać. Z początku uważały to za nieśmiałość i skromność, a później, gdy się nie zmieniałam, za dumę. Że jednak zawsze byłam uprzejma i nigdy nie uchylałam się, gdy trzeba było pomóc którejś z koleżanek, przyzwyczajono się do mego usposobienia. Nawet robotnicy, z którymi dziewczęta żartowały na podwórzu podczas pauzy, zostawiali mnie w spokoju.

Nazywano mnie więc dumną, gdyż nie brałam udziału w rozmowie dziewcząt ani w żartach z robotnikami. Mówiono o mnie często: „Pewno sobie myśli, że dostanie grafa42”.

Teraz, gdy miałam wytknięty cel w życiu i gdy nosiłam się z myślą, że wszyscy ludzie powinni wiedzieć o tym, co ja wiem, teraz więc już nie omijałam ludzi, nie stroniłam od nich, lecz opowiadałam koleżankom o wszystkim, o czym czytałam. Przedtem też czasem opowiadałam, gdy mnie o to proszono, lecz teraz zamiast o Właścicielu kuźnic Ohneta43 czy o losach jakiejś królowej opowiadałam o poniżeniu i wyzysku klasy robotniczej. Mówiłam z zapałem o kapitałach nagromadzonych w rękach jednostek i dla kontrastu przedstawiałam krawców, którzy nie mają ubrania, szewców, którzy chodzą boso. Podczas przerw czytałam im artykuły z gazety socjaldemokratycznej i objaśniałam, jak umiałam, co to jest socjalizm.

Z zapałem broniłam swojej sprawy, gdy stawiano na równi socjalistów i anarchistów.

Moją działalność nie pozostała niezauważona. Zwierzchnicy zwracali na mnie uwagę i mówili o mnie. Dokładałam za to wszelkich starań, by nie dać powodu do jakiejkolwiek nagany. Przedtem przychodziłam jak inne, często za późno, teraz starałam się być punktualna. Swoją pracę wypełniałam nadzwyczaj sumiennie i starannie, miałam bowiem to instynktowne poczucie, że gdy chce się służyć wielkiej idei, trzeba i drobne obowiązki spełniać gorliwie. Nie umiałabym wtedy wyrazić dokładnie tej myśli, lecz byłam nią natchniona. Zdarzało się czasem, że gdy podczas przerwy z uczuciem i ożywieniem objaśniałam treść gazety, przechodził przez podwórko któryś z urzędników biura i kiwając głową, mówił do drugiego: „Ta dziewczyna mówi jak mężczyzna”.