zamku jedzie rowerzysko.

Siedzi na nim mały Miłosz,

bardzo silne chłopaczysko.

Miłosz patrzy: — Piękna góra!

Zjadę szybko i dam nura

w trawę. Nagle zerka: — Co to?

Muszla jakaś. Czy to Sopot?

Wciska muszlę, mlaska w buzi —

właz otwiera się nieduży.

Miłosz włazi w głąb z latarką.