Kolejną miksturę wyciągnął z kanistra
i wlał do pułapki: — To uśpi w mig dziecię!
Po całej zadymie wiaterek zamiecie.
I nie wyśledzi mnie nawet pies Bonda,
co szwenda się wszędzie i wilkiem spogląda.
Pan ten na cmentarzu posila się cieniem,
wzdycha tam z duchami, sycąc się wspomnieniem.
Czasem je żołędzie i świńskie ogony,
kiedy już dojrzeją na kolor zielony.
W gabinecie cieni ma czarodziej lustro,