Uporał się dość szybko z miską kartofli, po czym napił się herbaty.
— Nie krępuj się — powiedział do Chaima. — Jedz, pij, czytaj i pisz swoją książkę. Rób, bracie, wszystko, na co tylko masz ochotę. Mnie zaś musisz wybaczyć, bo mam kupę roboty. A propos, wczoraj zdarzyło mi się usnąć w czasie rozmowy.
— Miałem za sobą cały dzień bieganiny. Jak myślisz, o czym rozmawialiśmy? O tym, co zawsze. O kochanym, bliskim naszemu sercu narodzie żydowskim...
Podlaski przemawiał, stojąc na środku pokoju. Trzymał w ręku cygaro i z uśmiechem wsłuchiwał się we własne słowa.
— Widzisz, Chaimie, ja nawet nie wiem, jak dalece zmieniłeś w ostatnich latach poglądy. Przebyłeś długą drogę. Nie wątpię, że była to kręta droga. Od „eserów”3 do syjonistów4. Od syjonistów do terytorialistów, by wreszcie utkwić pomiędzy poalej-syjonistami5. A ja, bracie, osiadłem niczym chłop na roli i zająłem się sadzeniem kartofli i osuszaniem bagien.
— To ważne zajęcie.
— I ja tak myślę, ale przez to zostałem odcięty od wszystkich aktualnych teorii. Wyszedłem, jak to się mówi, z mody. Powinienem był usiąść przy tobie i pogadać, ale, jak widzisz, czasu nie mam.
Chaim Lurie zapalił cygaro. Rozsiadł się wygodnie w miękkim fotelu. Nagle zerwał się na równe nogi. Zapewne dotknęło go jakieś słowo Berla, słowo, z którym nie chciał się zgodzić. Wyglądał jak ktoś, kogo nagle oblano wrzątkiem. Nerwowo potrząsnął siwą czupryną i wypalił:
— Z ciebie jest idealista-praktyk. Być może zostałeś w tyle za teoretykami, ale masz swój własny dom. Tym domem jest twoja praca. Ja to co innego. Nie mam, bracie, domu. Zostałem ze swoimi ideami jak kupiec z niesprzedanym towarem na bazarze. Do kogo mam teraz iść? Z kim mam rozmawiać? Czy ty mnie rozumiesz? Rosyjskie teorie nie przystają do żydowskiego życia. Przez to żyję na dwóch ulicach. W myślach jestem Rosjaninem, w sercu Żydem. Jednego jestem pewien. Naród to jakby żywy organizm człowieka. Ma głowę, serce, żołądek, ręce i nogi... Co do głowy to mamy jej aż zanadto. Właśnie odbyłem podróż do Galicji. Spotkałem się z Żydami. Same głowy. Widziałeś kiedyś takie istoty? Co zaś się tyczy rąk i nóg, to z tym jest u nas krucho. Ręce wychudłe od pracy. A jeśli chodzi o nogi, które mocno stoją na gruncie — z tym jest prawdziwe nieszczęście. My nie mamy nóg.
— Dopiero teraz zauważyłeś, że nie mamy chłopów?