W głowie Berla zaświtała nagle myśl, którą od razu chciał się podzielić z Chaimem:

— Co do problemu utworzenia warstwy chłopskiej w społeczności żydowskiej, mam pewne wątpliwości. Rozumiem, że Grecy musieli mieć niewolników-barbarzyńców, Amerykanie Murzynów, feudałowie rodzimych, swojskich niewolników. Dzisiejszy chłop to przecież w prostej linii prawnuk owych rodzimych niewolników. Ty zaś chcesz przeprowadzić na Żydach, o których powiadasz, że to naród posiadający tylko głowę, małą operację. Chcesz im odjąć głowę i przyprawić nogi. To nie ma sensu. Realizacja tego ideału skończyłaby się upadkiem Żydów. Raczej powinieneś wskazać narodowi żydowskiemu, jaką część głowy należy mu usunąć. Może należałoby zebrać razem wszystkich Chaimów Luriów i dać im do ręki łopaty? Skądże! Chaimowie Luriowie powinni pisać książki o problemie chłopów. Cały naród żydowski powinien siedzieć przy stole i pisać książki o doniosłości chłopskiego stanu.

— Tu już, bracie, przesadzasz!

— Ani trochę. Przy obecnym stanie techniki rolnictwa, przy obecnym podziale społeczeństwa na klasy, chłop pozostał przecież zwyczajnym chłopskim chłopem.

— Jeśli naród ma dzisiaj wolny wybór, to prędzej skieruje się ku mózgowi niż do pięt.

— Czy aż takim jesteś pesymistą?

— Może nie aż takim, Chaimie. Jedyna moja nadzieja w tym, że koło obróci i naród nie będzie miał wyboru. Będzie musiał zacząć od początku, bez teorii. Na razie poprzestaję na tym. Wieczorem dokończymy rozmowę. Rzecz jasna, jeśli nie zasnę.

Co ten Żyd wygaduje? Co to znaczy nie mieć wyboru? A co z możliwościami? Czy biedaka stać na zakup ziemi? Kto mu ją da za darmo?

Chaim Lurie słowa te wypowiadał w duchu, do siebie, Berla bowiem już w pokoju nie było. Akulina właśnie przyszła posprzątać. Weszła po cichutku, ale deski podłogi skrzypieniem dały znać o jej obecności.

— Dlaczego, Akulinko, się śmiejesz? Bardzo jestem ciekaw.