twoje prędkie słowa są znowu przeczuciem

upalnych żniw i tego zachwytu o zmierzchu,

kiedy ruszają tańce, oszołamiające

antycypacje tych zdawkowych miłostek

orzeźwiających jak cierpkie jabłuszko,

które zrywasz od niechcenia, przechodząc przez sad,

nadgryzasz i odrzucasz. I życie jest tak nagle

rozkosznym przeciąganiem się, protekcjonalnym

ziewnięciem do słońca: już tu jesteś

staruszku? I wy, kochane ptaszyska?