na pierwszy ogień; starczy byle słowo albo i sylaba,

żeby dzień zacząć na dobre czy złe, a ten smutek,

który cię bierze wieczorem, jest może po prostu

świadomością, że znów jedynie kurz ci został,

pył z paru wydarzeń, kilka pajęczych nici,

które jeszcze trzymasz w palcach, splątane

i już niezdolne wprawić w ruch niczego.

I przez mój smutek przemawia owo

„spaliłeś mnie”, skierowane do świata

na poły ostrzeżenie, a na poły wdzięczność,