To mu doł chleba. Zaszed do rzeźnika, to mu doł mięsa. Tak te mame używieł, bo ji do kramu jak zaszed, to wszystkiygo dostoł. Miał ogrómne, ogrómne szczescie6.
Tag jednegu razu tej jej eciec mioł wejne z jednym królem. A tem król buł7 jeszcze kawalor. A yn niedźwiedź zaszed do tego królewskiego kuchorza i mówi do niego:
— Ty byś tyż móg co dać do żywienio mojij mamy.
Tag un mu naduł chłeba, okrasy, słoniny, co jino tegu bułe.
Ji drugi roz przyszed do niegu:
— Że ty byś mi więcyj m(u)óg dać, bo ty tego mosz zadoś, a ciebie nic nie kosztuje.
Tak ten kuchorz tak troche smutno chodzieł, a król mu się pyta:
— Coś ty dzisiaj taki niewesoły jes8?
A un kuchorz:
— Jaśnie królu, jakże ja mom być wesoły, kiedy tu chedzi taki zwirz mie napastować o żywność. A ja mom wszysko pod rachunkiem!