Więc król powiado mu tak:

— Mój kochany, jag tyn zwierz tu jeszcze roz przyjdzie, ja ebstawie warte i korze go zabić.

A tyn zwierz, gdy przyszed, to gu ani jednyn żołnierz nie tknuł. Poszed do ty samy królowej, co beła matkum tyj córki i powiado:

— Ty byś mi tyż mogła co dać do obleczynio do mojej mamy.

Królowo się pyto:

— Jaki byś ty rzundoł obleczyń do twojij mamy?

A yn ji odpowiado:

— Suknie, fartuch, koszule i puńczechyj, trzewiki — wszystko ślubne.

Petem zaś przyniós to wszyske do swoji mamy. Ta mama się brała w ty jegu rzeczy i tak w tyj jamie siedziała jeszcze tako ubrano. A ci królowie jachali na polowanie. Ten eciec ty córki i tyn kawalor król. Tag jegu ogromnie brała ochota zajrzyć do tyj jamy, co to tam jes. A tam wychodzi naprzeciwko jemu zwiérz, tak szczelył gó roz, i zaś gó szczeluł drugi roz, zaś potym powiadoł:

— Co to za przyczyna, że zwiérza trafić ni moge?