Chwalibóg padł jak długi na ziemię twarzą do nóg hetmana.

— A mnie go wasza miłość ustąpicie na kilka tygodni? Pokornie was proszę! — rzekł król żartobliwie. — Pismo mam do miłościwej małżonki z opowieścią o wiktorii dzisiejszej, a znam Chwaliboga, jako jest do wożenia listów jedyny.

— Niech jedzie. A kiedy wraca?

— Myślę, że dwadzieścia dni aż nadto wystarczy, choć do Warszawy kęs drogi.

— Według woli waszej królewskiej miłości.

Podniósł nieznacznie palec w górę i spojrzał na stojącego na boku Chwaliboga.

— Za dwadzieścia dni, o tej godzinie!... — rzekł półgłosem. — Przekonam się, zali nauka nie poszła w las.

— O tej godzinie. Chybabym nie żył.

Dnia 9 września rano paź oznajmił królowej posłańca z listami. Anna Jagiellonka kazała go natychmiast wpuścić do swej komnaty.

Przy oknie, odwrócona do drzwi plecami, haftowała na krosnach panienka.