Król Stefan polską mową niezbyt biegle władał, przemówił więc po łacinie z wielką serdecznością, kilkakrotnie zowiąc pana młodego swym najwierniejszym przyjacielem. W końcu dodał, zwracając się do synowicy, że powinna gorąco Bogu dziękować za szczęście, iż mąż tak wielkich cnót i niezmiernych zasług wybrał ją za dozgonną towarzyszkę.
Anna błogosławiła państwa młodych ze łzami w oczach; serce jej ścisnęło się żałośnie. Gdybyż to był jej syn rodzony... albo córka rodzona... Dlaczego całe życie musiała być samotną!
Biskup kamieniecki, Marcin Białobrzeski, dopełnił ślubnego obrządku i prosto od ołtarza nowożeńcy, miłościwi państwo i tłum gości weselnych przeszli do wielkiej komnaty stołowej, gdzie już oczekiwała ich uczta. Stefan Batory zasiadł z małżonką w pośrodku niezmiernie długiego stołu. Potem od strony króla panowie po starszeństwie i godności, po stronie królowej panie. Naprzeciw zaś najjaśniejszych państwa hetman i Batorówna, raczej Jan i Gryzelda Zamoyscy.
Co tylko Polska miała mężów znakomitych i niewiast cnotą, urodą, nazwiskiem sławnych, wszystko się znalazło przy owym weselnym stole. Z Węgier przybyli wysokich rodów przedstawiciele: Ifin, Banffy, Csaki, Patoczy, Bebek, Bocskay, Pernoczy z żonami lub córkami.
Po uczcie, nie nazbyt długiej, król odszedł do swych komnat, królowa została i zaraz szepnęła podkomorzym, by kazali muzyce grać do tańca. Uprzątnięto stoły i olbrzymia sala balowa zawrzała uciechą.
Jej miłość kazała przywołać do siebie Krysię i inne panny, które w towarzystwie młodych dworzan jadły obiad w przyległej izbie.
— Zasiądźcie na ławach wedle ścian, wasza kolej teraz, poskaczcie sobie — rzekła do swych dworek łaskawie. — Ty, Krysiu, stań za moim krzesłem.
Rozpoczęły się ochocze tany. Senatorscy synowie zwracali się do wojewodzianek i córek węgierskich panów, dworzanie królewscy i hetmańscy tańczyli z panienkami królowej. Największe powodzenie miała Krysia, bo drugiej takiej ślicznej, smukłej i zręcznej dziewczyny darmo było szukać i wśród swoich, i wśród gości. Ona jednak zimnym sercem przyjmowała hołdy, obojętnie słuchała komplementów, czarne oczy przesuwały się po komnacie tam i na powrót, jakby czegoś lub kogoś upatrując.
Z dawnego szczupłego grona panien ubyła Kasia Leszczyńska i Jagna Kłodzińska; obie wyszły za mąż: pierwsza za Wacława Ostroroga, lecz owdowiawszy po roku, zaślubiła ochmistrza miłościwej królowej, Jana Koneckiego, starostę łomżyńskiego. Nie było jej na weselu Gryzeldy, bowiem synaczek przed miesiącem urodzony nie puszczał matusi od siebie. Jagna zaś, pani Zaborowska, cześnikowa zakroczymska, uzyskawszy pozwolenie małżonka, pląsała z zawziętością wielką; a że jej czepiec162 przy tańcu wadził zdjęła go ukradkiem i hulała, jakby na własnym weselu. Ewunia Reyówna, co tak z Kachny Matuzalowych lat żartowała, sama dobiegła tejże mety, bo właśnie we wielkanocne święta cyfrę dwóch dwójek przekroczyła. Basia Szczepiecka, mimo że raczej niedźwiadkowi niż pannie była podobna, przecież znalazła wielbiciela i tańczyła prawie ciągle — tylko ze swym narzeczonym, imci panem Jakubem Oleskim, podsędkiem sochaczewskim. Tenże, bardzo szczupłej urody młodzian, a wzrostem pannie ledwie ramienia sięgający, dumny był, że taka sążnista dziewa jego mizeraczka na dozgonnego towarzysza sobie upodobała.
*