Król Stefan darował młodej pani trzy sznury pereł uriańskich, królowa Anna modlitewnik łaciński w szczerozłotej oprawie, od męża dostała Gryzelda kilkanaście sztuk drogich materii na suknie i skrzynkę pełną klejnotów. Prócz tego wszyscy goście, tak Polacy, jak Węgrzy, znosili jej cenne podarunki.
W kilka dni po weselu odbyło się wspaniałe przyjęcie na zamku w Rabsztynie, własności pana hetmana. Po uczcie dwie roty żołnierzy pieszych kruszyło ze sobą kopie, wieczorem palono ognie sztuczne. Zamoyski ofiarował królowi najpiękniejszego konia ze swego stada, królowej kubek złoty, a wszystkim gościom pamiątkowe monety złote z wizerunkiem twarzy królewskiej.
Późno w nocy wrócono do Krakowa.
Jaś Chojnacki, odbywszy chrzest wojenny pod Wielkimi Łukami, powrócił do domu pomagać staremu ojcu w gospodarstwie, inni paziowie pełnili teraz służbę przy królowej. I właśnie jeden z nich, dyżurny, wniósł na tacy śniadanie miłościwej pani, ulubiony jej krupniczek z drobnej, jęczmiennej kaszki. Nakrył stolik białym haftowanym ręcznikiem, ustawił na nim wazkę, talerz i łyżkę i nie odchodził ku drzwiom, lecz stał jak żołnierz przed hetmanem, patrząc bystro w oczy królowej.
— Masz co do powiedzenia? — spytała.
— Jego wielmożność pan miecznik Wolski uprasza o posłuchanie w pilnej sprawie.
— Mówiłeś mu, żem jeszcze nie śniadała?
— Tak jest; powiedział, że zaczeka, pokąd rozkażecie. Siedzi w antykamerze.
— Wpuść pana miecznika do bawialni i proś, by raczył spocząć. Za ćwierć godziny będę mu rada.
— Dawno nie widziałam waszej miłości, panie mieczniku — rzekła Anna wchodząc po niedługiej chwilce do bawialnej komnaty. — Witam was uprzejmie. Jakąż to sprawę macie do mnie? Jeżeli ino w mojej mocy przysłużyć się wam, skwapliwie to uczynię. Lecz... nie sami jesteście... paź nie powiadomił mnie, że macie towarzysza ze sobą.