— A nie można! Właśnie Diana konieczna. Król jego miłość ino wojnę a łowy miłuje? Pomoną167 ani Florą168 go nie uraczymy.

— Takżeście nieużyty, panie wojewodzicu? — spytała z uśmiechem królowa.

— W niewieścich szatach, jak na pośmiewisko... nie żądajcie tego ode mnie, najmiłościwsza pani! — szepnął Żółkiewski hamując niezadowolenie.

— O taką drobnostkę wam chodzi? Wszakże ta bogini przedstawiana bywa z łukiem i kołczanem, a sforę psów na smyczy dzierży. Taka niewiasta to pół rycerza! Dajcie się uprosić! Małżonek mój dowie się... ręczę wam, jakoście męskiej dumie gwałt zadali dla zgotowania mu chwili uciechy.

— Wszystko uczynię... wszystko, co rozkażecie, miłościwa królowo! — zawołał Żółkiewski gorąco. — Wstyd mi ino, żem śmiał się wam przeciwić.

Anna Jagiellonka uśmiechnęła się dobrotliwie.

— Przeciwienia cale nie dosłyszałam; ale uprzejmość waszą i dobrą wolę ku spełnieniu mej prośby wysoce sobie ważę. Przyjmijcie, panie wojewodzicu, szczerym sercem tę drobnostkę, jak ze szczerego serca ją darowuję.

Skinęła nań ręką, powstał z ławy, zbliżył się i przykląkł na jedno kolano.

— Siła macie klejnotów i pierścieni, zapewne droższych i piękniejszych — rzekła — ja wam też ino dla pamięci dnia dzisiejszego ten pierścionek na palec wkładam, com go przed laty od siostry Izabeli dostała.

— Łaska miłościwej pani stokrotnej ceny dodaje temu podarunkowi, nie rozstanę się z nim nigdy! — zawołał Żółkiewski, całując rękę królowej, a ona dodała wesoło: