— Samuel znowu grasuje po Rzeczypospolitej...

— Na miły Bóg... prawdę powiadacie?

— Widziano go we Lwowie, przed tygodniem był w Kielcach, pewnikiem i Krakowa się nie zlęknie. Drwi sobie z sądów i wyroków.

— Za wiele dufa w łaskawość królewską — westchnęła Anna. — Zuchwałość ściąga słuszny gniew... to się może źle skończyć.

— Służby wierne składam u stóp waszej królewskiej miłości.

— Powodzenia w zabawie życzę waszmościom. Do zobaczenia jutro.

Pan Jakub Spigler, rajca miejski i właściciel kamienicy Pod Sobolem, chodził od rana jak błędny z radości. Toż to jemu przypadło w udziale gościć najmiłościwszych państwa kilka godzin w swym domu. Przystroił na to święto wykusz z ganeczkiem na pierwszym piętrze, że naprawdę było się czemu dziwować; ściana z czerwonych róż pokrywała mur szczelnie, a na tym tle ognistym świetnie odbijał utkany z białych stokroci orzeł polski ze złotymi literami S—A na piersiach. Baldachim ze złotogłowiu unosił się nad ganeczkiem, a krzesła królewskie, przyrzucone aksamitnymi poduszkami, z kutego były srebra.

Najjaśniejsi państwo przybyli o samej trzeciej godzinie i wśród długo nie milknących okrzyków ludu zajęli przygotowane miejsca. Stefan Batory był wesoły i mowny jak rzadko; zaprosił ku sobie pana hetmana, który w sąsiednim oknie siedział z małżonką, i ciągle mu rzucał jakieś żartobliwe uwagi, z czego tak Zamoyski, jak i królowa Anna śmieli się serdecznie. Gryzelda wychylała się ku nim z okna i z nadąsaną minką żaliła się królowej, że miłościwy pan zabiera jej męża.

Na rynku morze głów ludzkich falowało i szumiało gwarem. Na gankach Sukiennic, na dachach domów roiło się od widzów; nawet na gzymsach szkarp i ponad drzwiami kościoła Mariackiego uwiesiło się kilkunastu wyrostków. Zdawało się, że nie będzie miejsca na zapowiedziane widowisko. A jednak, gdy pierwsze zastępy ruszyły od strony ulicy Wiślanej, a mijając Sławkowską i św. Jana kierowały się ku domowi Spiglera, tłumy rozstąpiły się na dwie strony i nawet bez nawoływania ceklarzy uczyniono szeroki plac przed lożą królewską.

Torując sobie drogę krzykiem i krótkim biczem, przybieżał przed króla Murzyn jaskrawo odziany, na karym koniu, i oznajmił przybycie swego pana. Niebawem ukazał się pan miecznik Mikołaj Wolski również w murzyńskim, ale bogatym przybraniu, na czele pocztu usmolonych dworzan, pokłonił się najjaśniejszym państwu i wskazał ręką poza siebie. Tuż za murzyńską rotą toczył się wóz pozłocisty, na nim panna biało ze srebrem ubrana, wsparta na tarczy z herbem Zamoyskich. Obok niej młodzieniec ze sztandarem, na którym herb i cyfra172 Stefana Batorego.