Usłyszawszy tętent, obejrzał się.
— Tysiąc biesów! — i ścisnął konia ostrogami.
Przeminęli ostatnie domki przedmieścia, wypadli w pole. Uderzenia kopyt końskich za nimi coraz były wyraźniejsze... pościg zbliżał się...
— Truteń jakiś... gołowąs... psi syn... — rzucał przez zęby rycerz.
Wyjął z olster krucicę i krzyknął odwracając głowę:
— Wracaj precz, bo ją w twoich oczach uśmiercę! — a Krysi syknął w ucho: — Miałaś jeszcze dwie mile przed sobą, podziękuj ówtemu, że zginiesz pierwej!
I gnał przez żytnie łany, a rumak jego pluł pianą i znaczył drogę krwią.
— Nie słuchasz? Pilno ci? No to patrz!
Odwiódł kurek...
Huknął strzał...