Zamaskowany rycerz trafiony kulą w plecy zachwiał się na siodle... koń przebiegł jeszcze kilka kroków, lecz nie czując bata, szedł coraz wolniej, wreszcie przystanął.
Mdlejące ręce puściły zdobycz... dziewczyna ześliznęła się na ziemię. Rycerz runął jak kłoda...
Jędruś Chwalibóg dobiegał już miedzą. Zeskoczył z konia.
— Krysia! Umiłowanie moje!
— Co... to... kto... Matko Boska, Jędruś!
Więcej mówić nie mogli; podali sobie ręce i patrzyli jedno na drugie jak w obraz cudowny. Chrapliwy jęk wrócił im przytomność.
Podeszli do rannego na palcach, w milczeniu, przejęci grozą.
Jędruś odwiązał maskę i żachnął się.
— Co ci jest?
— To ten sam...