— Stało się nieszczęście; jakiś rycerz... czy poznajecie kto to?
— Nie; zda mi się, że go pierwszy raz widzę.
— Poślijcie po medyka, ja zejdę na dół. Nie podobna weselić się w obliczu śmierci.
— Zezwólcie, miłościwy panie, że i ja pospieszę za wami — rzekła królowa. — Skąd się tu bierze Krysia, blada, zapłakana, z rozplecionymi kosami... sama z Chwalibogiem... nic nie rozumiem.
— Co to za człowiek i co mu się przygodziło? — spytał król, poglądając po ludziach zgromadzonych dokoła noszów.
Zamoyski pochylił się nad umierającym.
— Teraz go poznaję — rzekł — to Hieronim Płoński, starościc barski; widywałem go kilkakrotnie u kasztelana mińskiego.
Król spytał po raz drugi:
— Czy chory, czy ranny? Co się stało?
— Ja go zabiłem — rzekł Chwalibóg, patrząc królowi spokojnie w oczy.