— To tak co dzień, proszę miłościwej pani; wiecznie jedno w kółko rozpowiada. A powiedz, Krysiu, jak tatuś wygląda?

— Na koniku jedzie, tup, tup, tup, cały w żelaznym odzieniu... za nim wojsko... białe skrzydła furczą od wiatru, szumią, szumią, tatuś ino wąsy kręci... matusia z okna patrzy... tatuś się śmieje do matusi...

— A czemuż cię niania zabrała od mamy?

— Nie zabrała; to oni pojechali.

— Kto taki?

— Ano tatuś i mamusia.

— Dokąd pojechali?

— Nie wiem. Ponoś do Bozi.

Spojrzenia Anny i Marysi skrzyżowały się znowu.

— I ciebie ostawili samiutką?