— A cóż to? Prawdę mówię, goście... nie powiadam, że swaty.
— Choć ta i w starym wieku o męża łacno — dodała przemądra Ewa — zwłaszcza gdy się jest infantką37.
— Barwa najmiłościwszego pana! — krzyknęła Basia zdziwiona, dawno już bowiem nikt ze dworu nie zaglądał do Ujazdowa38.
— Ee... miałyśmy się czego kwapić... kanonik jakiś aboli39 opat wysiada stękający, przygarbiony.
— Siadajmy, siadajmy — przynaglała Kasia do roboty — miłościwa pani jeszcze wczoraj dziwowała się, że środkowa gałązka dotąd nie wykończona, chocia dwie nad nią ślęczą.
Basia Szczepiecka, duża, koścista dziewczyna o niezręcznych, zawadiackich ruchach, odwróciła się z rozmachem; trąciła sobą krosna.
— Ojoj... perły się rozsuły40! Matko Chrystusa Pana! — porwała drewnianą krubeczkę41 omal próżną i rzuciła się na klęczki.
— Pomóżcie, na miły Bóg, coby żadna w szparze nie ostała!
Padły wszystkie plackiem na podłogę i skrzętnie wydrapywały drogocenne paciorki spomiędzy listew i nieszczelnych desek.
Anna Jagiellonka nie zwracała uwagi na rozmowy przy krosnach, nie słyszała wykrzyknika Jagny o nadjeżdżającym gościu ani też spostrzegła połowu pereł. Kłopotała się wciąż listem pani Niewiarowskiej. Przydałaby się bardzo do osobistych usług owa zachwalana Marysia Krupska, gdyż inne panienki, zepsute łagodnością królewny, nie zawsze — z wyjątkiem Kasieńki — pamiętały o swych obowiązkach. Taka służebna z dobrej szkoły była nabytkiem nader pożądanym. Ale to dziecko... kilkoletnia dziewczynka! Kto się nią zajmie? Gdzie ją podzieć42?