— A co? — tryumfowała Marcinowa. — Gadałam, że ta obmierzła baba wciąż za nami jedzie. Ale pan Kumelski ino śmiechy wyprawiał, że mi się czarownice zwidują. Może wasza miłość powiedzieć, że nie było wózka na każdym popasie? Może powiedzieć, hę?

— A pani Marcinowa może powiedzieć, że to był ten sam wózek co w Mszczonowie?

— Ii... co z wami gadać; szkoda mojej złości. Idź wasza miłość na wieczerzę, bo zrazy wystygną.

Nazajutrz wyruszyli w dalszą drogę i stanęli wieczorem w Częstochowie. Królewna posłała Kumelskiego do klasztoru z zamówieniem nabożeństwa przed cudownym obrazem i wszyscy, nie wyłączając Krysi, udali się rano na Jasną Górę. Anna Jagiellonka słuchała całej mszy klęcząc, zatopiona w modlitwie. Prosiła Królewnę nieba i ziemi o łaskę i opiekę w swym ciężkim osieroceniu, prosiła o wieczny w Bogu spoczynek dla najdroższego brata, o pomyślne panowanie dla nowego króla, o błogosławieństwo dla umiłowanej ojczyzny, o pohańbienie jej wrogów, a w końcu wyszeptała nieśmiałą prośbą o kruszynę szczęścia dla siebie, choć teraz, na jesień życia.

Przeor zaprosił jej królewską miłość z całym dworem do klasztoru; dziewczęta pośniadawszy w refektarzu, dla znamienitych gości przeznaczonym, skorzystały z pozwolenia i wybiegły między kramy popatrzeć na krasne wstążeczki, paciorki, może kupić sobie jaką pamiątkę ze świętego miejsca. Poważna Kasia oglądała różańce i szkaplerze, wypytywała przekupniów o przywiązane do medalików odpusty; Krysia ciągnęła swą opiekunkę w inną stronę, do kramów z laleczkami, drewnianymi konikami, barankami, bo i zabawek pełno było w tych przenośnych sklepikach stawianych u stóp Jasnej Góry w każde święto odpustowe. A oktawa Bożego Narodzenia liczyła się właśnie do takich dni uroczystych.

— Ach, Maryś, Maryś... co za śliczna krowisia! Daruj mi ją!

— Jakoż ci ją daruję, kiedy nie mam pieniędzy. A darmo przecie nie dadzą.

— Dlaczego nie dadzą? Aha, bo już jesteś bardzo ogromna, to ci się zabawki nie należą. Powiedz, że to dla mnie.

— Bez zapłaty nikomu nie dadzą, a ci powtarzam, że ani denara79 nie mam w kieszeni.

— Jeżeli wasza miłość zechce zaprowadzić swoją siostrzyczkę kilka kroków dalej, to ja znam takiego kupca zgodnego — odezwał się za ich plecami głos jakiś szepleniący — bardzo zgodnego kupca; da kukiełeczkę i wózek, i kolebkę, i co ino paniątko zażąda, a po zapłatę przyjdzie później do waszego domu.