Były roty przybrane z węgierska, inne z włoska, sześćdziesięciu dworzan pana Firleja w pąsowym aksamicie, bramowanym sobolami, dalej dwór biskupa krakowskiego czarno ze złotem, trzystu rajterów na doborowych, fryzyjskich86 koniach, kilkuset łuczników i jeszcze, i jeszcze, i ciągle nowe hufce wynurzały się spod sklepienia Floriańskiej bramy. Aż tu, gdy gawiedź uspokojona po niedawnych wybrykach już tylko półgłosem wyrażała pochwały przejeżdżającym wojskom, nowy okrzyk zachwytu i zdumienia popłynął falą aż ku rynkowi: oto ukazali się rycerze z bajki! Na bułanych koniach o jasnych grzywach i jasnych długich ogonach — jechali piękni, młodzi, strojni w karmazynowy atłas, gęsto srebrem i złotem szyty. Za każdym jeźdżcem przymocowany do grzbietu wierzchowca rozpościerał skrzydła łabędź biały... Było tych rycerzy dwustu.

Za nimi postępowało stu lekko zbrojnych, koń i człowiek w lamparcich skórach. Aż się dziwowano, skąd wzięto tyle skór, tak rzadkich w owych czasach.

Krótki dzień zimowy miał się już ku schyłkowi, a coraz nowe roty płynęły i płynęły jak rzeka. Mrok zapadał, gdy się pojawili dygnitarze Korony i Litwy i przedniejsi panowie z dworu królewskiego. Ich przejazd trwał dwie godziny.

Na ganku nad bramą Floriańską, na murach miejskich i w rynku, płonęły smolne beczki. Było już około ósmej, gdy wtem dano ognia ze wszystkich dział, jakie się w mieście znajdowały. Huk armat wstrząsnął murami... królewski rumak przestąpił wrota bramy Floriańskiej.

Henryk Walezjusz jechał bardzo powoli, pod baldachimem, niesionym przez ośmiu rajców miejskich.

Serce pani Danigielowej zamierało z dumy i rozkoszy... toć jej Baltazar był jednym z ośmiu!

Z obu stron ulicy szła gwardia halabardników z pochodniami i strzelcy gaskońscy. Król miał na sobie ferezję aksamitną, rysiami podbitą, bramowaną lamą srebrną; na głowie czapkę podobnąż, na której jarzyły się brylanty i szmaragdy.

Tłumy witały pana nie cichnącymi ani na chwilę okrzykami: „Niech żyje”, a on uśmiechał się blado i łaskawym skinieniem ręki odpowiadał.

Na rynku krakowskim wzniesiono łuk triumfalny, na którym osadzony był z wielką sztuką orzeł biały, jako herb Rzeczypospolitej; na piersiach miał lilie87 francuskie. Gdy się król zbliżał, ów orzeł roztworzył skrzydła, jakby chciał lecieć na powitanie miłościwego pana. Pod orłem znajdowały się wiersze łacińskie następującej treści:

Nasz Orle, ty wróżb rodzicielu w królestwie powietrznych skrzydlaczów.