— Idź przodem. Zaczekasz u drzwi.
Bytność pana Samuela ograniczyła się tylko na ucałowaniu ręki królewny i oznajmieniu jej wizyty najjaśniejszego pana; za to Jędruś obrzucił komnatę ciekawym wzrokiem i uśmiechnął się.
Na ławie pod oknem siedziało czarnowłose dziewczątko z głębokimi jak noc oczyma, z dziecinną, wesołą buzią.
Spojrzeli na siebie.
Dziewczyna zesunęła się z ławki bez szmeru i popod ścianą, na paluszkach, zbliżyła się do drzwi.
— Jędruś...
— Krysia... — wyszeptali jednocześnie.
— Gdybym nie wiedział, żeś to ty, nigdy bym cię nie poznał... takeś urosła.
— Co? Naprawdę? Ogromnam?
— Niczym wielkolud; ażem się zaląkł.