— Proszę bardzo, nie dworuj sobie ze mnie... już kończę dziewięć lat!
— A ja skończyłem piętnaście.
— Przyjdziesz tu jeszcze?
— Pewno nie, ale i tak się zobaczymy w tych dniach. Ja cię będę upatrował między pannami jej miłości, a ty zapamiętaj barwę Zborowskich, to mię zawdy znajdziesz wpośród dworzan. Kukłami bawisz się jeszcze?
— A jakże, mam ich ze trzydzieści, a strojne!... Jako życie nie będę miała takich aksamitowych sukienek ani takich złotych przepasek jak one.
— Będziesz mieć szaty ze złotogłowiu, a pasy diamentami sadzone...
— To dopiero! Jakimże cudem?
— Nijakim. Ino gdy dorosnę, pójdę na wojnę, łupu do dom przyniosę drogocennego pełne skrzynie.
— Daj ci Boże... ale cóż mi z tego przyjdzie?
— Co? Ożenię się z tobą i wszelakimi dobrociami cię obsypię. Ino czy mnie będziesz chciała?