Z drugiej strony, w prawej nawie, taki sam ścisk, zaglądania przez kratę, szepty, stękania gniecionych w tłoku, falowanie naprzód i wstecz tłumu, w miarę jak ktoś mocniejszy parł w tę lub ową stronę.
W maleńkiej ławeczce na dwie osoby, tuż przy kracie, siedziała Marysia Krupska ze swą najdroższą Krysią. Zdobyła to miejsce wczesnym rankiem, gdyż miłościwa królewna zwolniła ją od posług, domyślając się w dobroci serca, jak pilno było dziewczętom wyszukać sobie kącik wygodny, a przynajmniej dość bliski dla oglądania wspaniałego widowiska.
Około dziesiątej rano głośny szmer, odgłos kroków, z chóru kościelnego zagrzmiały organy potężnymi dźwiękami koronacyjnego marsza; straż honorowa złożona z młodzieńców pierwszych rodzin utrzymywała szpaler; przez wąskie przejście koło kaplicy Sw. Stanisława szedł król. Kroczył z podniesioną głową i lekko zmarszczonymi brwiami. Asystowali mu posłowie francuscy i zagraniczni.
Król, przybrany w kapę biskupią srebrem i perłami szytą, w czapkę aksamitną, dosłownie zasypaną drogimi kamieniami, ukląkł na klęczniku u stóp wielkiego ołtarza i zasłoniwszy twarz rękoma trwał tak podczas całej mszy śpiewanej, którą odprawił biskup krakowski, ksiądz Krasiński.
— Czy wasza miłość nie widzi, że tu już kamień, szczyry mur? — szepnęła zgryźliwie zażywna jakaś niewiasta. — Pcha i pcha, gdzież się umknę? Wżdy na ścianę jak mucha nie polezę? Stójże, wasze, spokojnie, gdy politycznie gadam!
— Ja zaś politycznie odpowiadam, że białogłowy, co wszerz na siągi95 dają się mierzyć, lepiej by doma wczasu zażywały96 miasto97 parkan czynić oczom ludzkim.
— Prostakom też nie miejsce na królewskiej koronacji... — odcięła baba.
— Spokój, spokój! A to co za wrzawy? Cisza ma być jak makiem siał — wdał się w sprzeczkę kościelny doglądający porządku, uderzając halabardą o ziemię.
Umilkli.
W ławeczce przy kracie szeptała Krysia do ucha swej przyjaciółki: