— Maryś... widzisz ty?

— Co takiego?

— A tam... naprzeciwko nas... po drugiej stronie...

— Cóż tam ma być?

— Jakżeż! Jędruś stoi.

— Jaki Jędruś?

— Ee... no, mój Jędruś i dość. Zawołam go.

— Ani mi się waż! Miej rozum... taka duża dziewczyna! Nie słyszałaś, jak kościelny swarzył?

— Ano, to ino ręką na niego kiwnę.

— Nie wolno.