Pochylił głowę do jej ucha.
— Omal nie zełgałem przez ciebie — odszepnął. — Powiedziałem, że chleba dziś w gębie nie miałem, że mnie słabość chwyta... Ale o pszennej bułce z kiełbasą, com ją zmachał przed godziną, tom ani pisnął.
— Skłamałeś, skłamałeś, jeszcze się wykręcasz!
— No, to czego palcem kiwasz? Jam jest rycerz bez trwogi, a tyś moja dama. Na twoje skinienie w ogień a w wodę!
— Et... głupstwa pleciesz, ni w pięć, ni w dziewięć. Patrzałbyś lepiej, co oni tak z miłościwym królem wyprawiają.
Właśnie po ite missa est99 odwrócił się ksiądz biskup i opierając się lewą ręką na pastorale, prawą uczynił znak krzyża w powietrzu. Diakonowie zdjęli zeń ornat, a nałożyli złocistą kapę. Za czym powstał z podwyższonego krzesła prymas, arcybiskup gnieźnieński, przywdział bogate liturgiczne szaty, król wszedł na najwyższy stopień i ukląkł przed ołtarzem, gdzie przy wielu uroczystych obrzędach został namaszczony świętymi olejami przez prymasa w asystencji biskupa krakowskiego. W czasie czytania odpowiedniej do ceremonii ewangelii, król trzymał w ręku Szczerbiec100, a po skończeniu dotknął nim lewego ramienia i schował do pochwy. Czterech najstarszych wojewodów trzymało insygnia królewskie, a piąty statut państwa.
Gdy już król miał w ręku berło i jabłko, a wojewoda krakowski podał arcybiskupowi gnieźnieńskiemu koronę, kanclerz wielki koronny spytał donośnym głosem ludu, czy jest jego wolą, by książę francuski, Henryk Walezjusz, był koronowany.
Minuta ciszy... Przez trzy nawy kościelne przeleciał jakby szum wichru, dano umówiony znak tysięcznym zastępom na zamkowym podwórzu i na stokach Wawelu i nagle olbrzymi chór głosów zawołał: „Niech żyje król Henryk!” „Niech żyje nasz pan!”
Po odśpiewaniu przepisanych przy koronacji hymnów, król zasiadł na tronie po prawicy ołtarza, w koronie na głowie, i pasował kilkunastu szlachty na rycerzy.
Mimo gwardii torującej drogę, mimo że odległość z kościoła do komnat królewskich wynosi zaledwie kilkadziesiąt kroków, przeminęła godzina, zanim się miłościwy pan dostał do pałacu.