— Oho... gdzieś się podzieli... czy zgasili latarki?

Przebiegła jeszcze kilka kroków, znowu coś migło, ale niżej, o wiele niżej.

— Już wiem... schodki jakieś... Gdzież oni idą?

Chłodny powiew świeżego powietrza musnął twarz dziewczynki. Zbiega coraz niżej, furtka otwarta... Stanęła, rozgląda się, gwiazd na niebie jak maku... migocą, nikogo już nie ma.

— Znikli, czy co? — szepce Krysia do siebie. — Nie, słychać głosy... za szkarpą stanęli!

Posuwa się ku baszcie.

— Jezus Maria! — krzyknął ktoś i nagle zacharczał, jakby go pod gardło chwycono.

— A, ty przeklętniku... łotrze jedenl Co tu chciałeś wypatrować? Będziesz pod zamkowymi murami szpiegował? Ciekawyś? Zapłacisz za ciekawość! No, przeżegnaj się przede śmiercią!124

— Matko Boska, święta... nie zabijajcie! — przeszywa powietrze donośny krzyk dziecka.

Cisza. Kroki się oddalają.