Rozdział V
Nastało bezkrólewie. Rada Koronna wysłała poselstwo do króla Henryka, wzywając go do powrotu albo żądając stanowczej odpowiedzi, że się zrzeka tronu. Ani wracał, ani abdykował; coraz nowe naznaczał terminy, obiecankami łudził, a z Francji się nie ruszał.
Zniechęcenie wzrastało. A gdy jeszcze przyszła wiadomość, że Henryk został namaszczony w Reims, a potem koronowany w katedrze paryskiej dnia 20 lutego 1575, już nikt jego przyrzeczeniom nie wierzył.
Poczęły się znów ciężkie czasy dla Polski. Przyszły te same wątpliwości co do wyboru króla, te same intrygi pretendentów do tronu, te same sejmiki bezowocne, niesnaski, bezrząd, a w mętnej wodzie przemyślni rybacy zapuszczali więcierze128 i wyciągali dla siebie korzyści. Dwa lata znów ciążyła ta klątwa nad narodem; opustoszały tron czekał króla.
Anna Jagiellonka mieszkała teraz stale w Warszawie, gdzie się przeniosła wbrew woli senatorów. Sprzeciwiali się jej wyjazdowi z Krakowa, ale stanowczo oświadczyła, że w całym swym życiu krępowana i na pasku wodzona, przynajmniej tyle żąda swobody, by mogła wedle swej chęci obrać sobie mieszkanie. Nie mogąc wyszukać przyzwoitej przyczyny do zatrzymania królewny w Krakowie lub osadzenia jej w jakiej małej mieścinie pod czujnym dozorem, musieli zachować się biernie, gdy odjeżdżała.
Bracia Zborowscy tymczasem nie próżnowali. Doświadczywszy wdzięczności i łask Henryka Walezjusza, postanowili jednomyślnie, że nowy król, ktokolwiek nim zostanie, znowu za ich przemożnym wpływem tron pozyska. Najstarsi, Piotr i Jan, ludzie prawi, w zabiegach elekcyjnych mieli na celu dobro ojczyzny; Andrzej, Krzysztof i wygnany z kraju Samuel służyli tylko sobie. Roili plany i liczyli na dostojeństwa i intratne urzędy. Nawet banicja Samuela okazała się wielce korzystną ich zamiarom: postanowili bowiem, że królem musi zostać Stefan Batory, „książątko siedmiogrodzkie”, jak go Andrzej z lekceważeniem nazywał. Na jego to dwór schronił się Samuel i doznawał wcale łaskawej gościnności. Obecność jednego ze Zborowskich w Siedmiogrodzie ułatwiała wiele. Starsi bracia intrygowali, jak mogli, wszędzie ich było pełno; dziś w Warszawie, za tydzień w Wilnie lub Krakowie, a listy do Siedmiogrodu i odpowiedzi stamtąd krzyżowały się raz po raz.
Sam książę siedmiogrodzki, najbardziej interesowany129 w tej sprawie, zachowywał się biernie; sprzyjając bowiem Polsce, bał się uwikłać ją w wojnę z cesarstwem niemieckim, gdyż cesarz Maksymilian nie zniósłby obojętnie powtórnego odrzucenia kandydatury syna swego Ernesta.
Jędruś Chwalibóg, przywiązany ślepo do Samuela Zborowskiego, dzielił losy swego pana i służył mu wiernie tak w dobrej, jak w złej doli. Paziowanie skończyło się, gdy złotawy meszek wysypał się nad górną wargą; na poły dworzanin, na poły przyjaciel, pełnił poufne zlecenia swego pana i on to najczęściej woził tajemne listy z Siedmiogrodu do Polski i odpowiedzi z powrotem. Młody chłopak nie zwracał niczyjej uwagi, z łatwością przebywał węgierską granicę, nie pytany, z czym jedzie lub do kogo.
— Niech wasza książęca mość dobrze rozważy, co stoi w piśmie mego brata Jana; to zaiste najrozumniejsze rozwiązanie trudności — mówił Samuel Zborowski do Stefana Batorego po przeczytaniu listów przywiezionych przez Chwaliboga.
Głęboko osadzone czarne oczy księcia osłoniły się powiekami; nie można było odgadnąć, czy podziela zdanie Zborowskiego co do treści listu.