— Widzicie tedy, miłościwy panie — ciągnął dalej — że pomysł wojewody Tęczyńskiego, a właściwie Jana Zamoyskiego, starosty bełskiego, tak prosty i z chęciami każdego Polaka zgodny, kończy nieszczęsne bezkrólewie, usuwa niebezpieczeństwo od strony Niemiec, a miłej ojczyźnie daje dzielnego i mądrego pana.

Tu skłonił się nisko, patrząc bystro w twarz księcia.

Batory wsparł głowę na ręku i milczał. Samuel niezrażony prawił swoje:

— Że ze wszelkimi obrządkami ukoronują infantkę Annę, uczynią jej dawno przynależną sprawiedliwość, a że nie kogo inszego przydadzą jej za męża, tylko was, miłościwy panie, to dla państwa polskiego łaską boską a szczęściem mienić trzeba.

— Ale czy ten przydany królowej małżonek ma jakie jutro przed sobą, nie ino kilka lat życia na tronie? — z goryczą rzucił Batory. — Wżdy pracując ile sił, całym sercem, całym rozumem dla przybranej ojczyzny, mógłby śmiało żądać, by jego syny i wnuki dziedziczyły po nim tron i zbierały żniwo z onego ziarna, które ojciec w pocie czoła zasiewał, a tu... jako rzekłem... życie bez jutra.

— Infantka niemłoda, przyznaję — szepnął Zborowski z naciskiem — starsza od was... któż wie, czy długo pożyje... jeszcze, panie najmiłościwszy, dynastię ugruntujecie ku swej pociesze a pożytkowi Rzeczypospolitej.

Batory potrząsnął głową ze wstrętem.

— Jeśli przyjmę polską koronę — rzekł — to prosto, uczciwie, bez rachuby. Na niczyjej śmierci domu swego fundować nie będę. Owszem, ta druga część listu waszmościnego brata cale mi trafia do przekonania. Gdy sam potomstwa mieć nie mogę, niechże przyszły następca chowa się pod moim okiem. Mały arcyksiążę Maciej, najmłodszy syn cesarza Maksymiliana, kształcony przeze mnie może się stać synem duszy mojej i królem, jakiego Polsce życzę. A projektowane na przyszłość ożenienie go z królewną szwedzką zapobiega zatargom z tamtej strony i potomstwo Jagiełły osadza na tronie pradziada. Plan Zamoyskiego widzi mi się dobry.

Ciężkie westchnienie i smutek beznadziejny w oczach przeczyły tym słowom.

W kilka dni po tej rozmowie Andrzej Chwalibóg z paczką listów, ukrytą na piersiach, jechał do Polski. Jan i Piotr Zborowscy byli naonczas w Warszawie. Całej szlachcie przypadło do serca obwołanie Anny Jagiellonki królową; elekcja zaś Stefana Batorego miała przeciwników w duchowieństwie, które z prymasem Uchańskim na czele głosowało za cesarzem Maksymilianem. Toż samo i Prusy, i miasta nadbałtyckie Gdańsk, Toruń i Elbląg stały po stronie Niemca. Jednakowoż partia Zamoyskiego, Tęczyńskiego i Zborowskich była silniejsza i spodziewano się, że do zgody przyjść musi, zwłaszcza że stronnictwo cesarskie już się zaczynało wahać. Np. duchowieństwo krakowskie przyznało się, że ma dwie powitalne oracje gotowe: dla cesarza i dla księcia siedmiogrodzkiego. Kto pierwszy stanie w Polsce, temu wierność zaprzysięgną. W liście wiezionym przez Chwaliboga, Samuel zawiadamiał braci, że książę siedmiogrodzki niewesoło zapatruje się na całą sprawę, jednak gdy zostanie obrany, przyjmie koronę.