Aliści przez szeroką szparę między deskami błysnęło z izby światełko, aż się w szopie rozwidniło.

— Trzy razy mogłeś ją chwycić, trzy razy umknęła ci z rąk, ciemięgo przeklęty — łajał ktoś przyciszonym głosem.

— Oho, ten trzeci raz to się cale nie rachuje... wżdy po koronacji siedem ich stało wedle niej — odpowiedział ktoś drugi, zacinając się i szepleniąc. — A ino mnie dostrzegła, narobiła wrzasku, jak gdyby ją zarzynano. Dobrzem uczynił, żem uciekł, bo wszystkie kąty za mną przeszukali.

— Głupiś i tyle. Przyłapałbyś gdzie w sieni albo w sadzie, zdusił jak kurczę i w nogi. Niechby potem głowę łamali, co się dziewce stało.

Jędruś zupełnie ocucony przylgnął twarzą do szpary, patrzył i słuchał z bijącym sercem.

„Zbójcy jacyś... zmawiają się na kogoś... ” — pomyślał.

— Więc słuchaj i rób, co ci kazuję — szeptał głos pierwszy. — Stara nie mieszka na zamku, ino w dworcu książąt mazowieckich.

— Jaka stara?

— Tożeś motoł130 nad motoły: królewna Anna przecież.

— Aha. Po cóż ją starą zowiecie? Dy młodsza ode mnie o jakie pięć roków.