— Aże coś na wnątrzu boli od takiego gadania. Nie rezonuj — a nastaw uszy.

— Nastawiam.

Jędruś podniósł się na posłaniu, dobył z kieszeni składanego nożyka i ostrożniuteńko wycinał większy otwór w szparze. Przyłożył oko.

„Ach... gdzieżem ja widział tego człowieka! Twarz taka łacna do spamiętania... Jezus, gdzieżem ja ją widział?” — myślał chłopiec, wpatrując się z zapartym oddechem w zbrodniarza.

— Słuchasz uważnie? — burknął ostro głos pierwszy.

— Co bym nie słuchał... dy mam uszy — odpowiedział zuchwale głos drugi.

— Więc miarkuj, coć rzekę: królewna co dzień chadza na nieszpór do fary i tam, po skończonym nabożeństwie, jeszcze na modlitwie długie godziny przesiaduje. Dwie ino panny bierze ze sobą; najczęściej Kachnę i oną drugą, co...

— Dy mi już nie kładźcie łopatą w głowę, ino gadajcie dalej.

— Zdarza się niemal co dzień, że gwiazdy już na niebie, gdy do dom wracają. Gdyby stara szła przodem, łacno wyskoczyć zza węgła i szyję dziewce ścisnąć, coby ani zipła. Jeszcze lepiej w sieni wedle schodów się ukryć i sposobnej chwili czekać. Sypialne izby mają na dole, a że młodsze wcześniej spać chodzą, tedy Krysia najpierwsza zbiega ze schodów i jak nic ją chycisz.

Jędrusiowi aż w uszach zadzwoniło.