— To nie ja...
— Co nie wy?
— To Ostroróg... Arcana magiej białej... czyli zaklęcia przednie...
— Czy waść na zmysłów pomieszanie cierpisz?! — krzyknął król zniecierpliwiony.
— Jako żywo zdrów jestem, najmiłościwszy panie, i prawdę świętą wyznaję. Ostroróg mocą duchów pośrednich i zaklęć wypowiedzianych w święconym kole sprawił, że niewiasta owa, naczyniem glinianym handlująca, sama własną ręką cały swój towar potłukła.
— Ależ ten człowiek chory jest ciężko, od rzeczy plecie — wmieszał się Boner do sprawy.
— Wżdy raczcie wyjrzeć, dostojny panie, i król miłościwy niech okiem rzuci, jako przekupka pod Długoszowym domem siedzi wśród potłuczonych przez się garnków, aż ją ludzie otoczyli i dziwują się.
— Cóż ten przykry trafunek ma wspólnego?
— A ma, najmiłościwszy panie, właśnie że ma! Poszedłem o zakład z Ostrorogiem, który bucił210 się, że zna magię i oną przekupkę zdoli tak zaczarować, by uczyniła, co on zamyśli. Nie wierzyłem mu, założyłem się i... przegrałem.
Zygmunt spojrzał bacznie na pazia, a Boner coś mu szepnął do ucha.