— No, to dawaj jakowe chusty i zrób, jak zdolisz najlepiej, bo my cale nie znamy takiej roboty.
— A łóżko szerokie? Mierzyłaś, jakom ci kazał?
— Nie frasujcie się, panoczku, przejdzie beze drzwi leguteńko238. No, teraz się nie zbudzi; chustę grubą na nogi jej dałam, a dokoła głowy i na uszy rańtuszek wełniany; śnić ano będzie, że się na kominie wylega.
— O rety... Dmytruś... — jęknął Drohojowski.
— Czegóż?
— Może nas psy obskoczą.
— Wżdy nas znają, to szczekać nie będą, a po drugie, idziemy bez pałacową bramę na tamto podwórze, gdzie psów nie puszczają, coby nie szczekały pod królewskimi oknami.
— A my tam po co?
— Zobaczysz. No, chłopcy, brać łóżko; ino ostrożnie, powoli, żeby gdzie nie szturchnąć. Na początek dźwigniemy we czterech, dopiero tam dalej przypomożecie nam. A ty, Nastka, zasuń rygiel, okno otwórz, śpij i pamiętaj, co nie wiesz o niczym.
— Ani okiem nie mrugnę, panoczku.