— Nu, ale baba sobie niczego ważna... jakby tak z milę ponieść, toby człek zasapał się co niebądź. Ostrożnie, Czema, nie chybotaj łóżkiem!

— Matko... ktoś idzie...

— Nie, to ino wiatr gałęźmi taki szum czyni. Już się nie bójcie, cały gród śpi, jeszcze się ani na wschodzie nie rozjaśnia... gwiazdy świecą.

— Gdzież ten Dmytruś nas prowadzi?

— Zwariowałeś? Do sadzawki?

— Nu, a gdzież dla niej lepiej byłoby?

— Woda bryźnie i baba zbudzi się.

— To nie bryzgaj... sto razy powtarzam: ostrożnie!

— Głęboko...

— A tobie kto powiedział, że głęboko? Dno cegłą wybrukowane, wody ino tyle, co z fontanny bez dzień uleje się, a fontanna zamknięta na noc i rurkami woda odpływa. Łóżko wysokie, ani do pół nogi nie zamacza się. Ostrożnie, powiadam... letko stawiać... nu, już po wszystkiemu. Ot, jak pięknie... aż miło patrzeć... Świtezianka239 czy co?