Kuno von Bergow rzucił się wstecz, zasłaniając oczy rękoma.
— Spocznijcie, szlachetny panie! — przemówił paź uprzejmie — oto wygodna ława; musieliście wiele chodzić od rana, zbytnio znużeni jesteście.
Krzyżak usiadł ciężko; spod namarszczonych brwi nie widać mu było oczu, drżącymi wargami szeptał coć sam do siebie.
W tejże chwili w głównych drzwiach kościoła ukazał się marszałek i pośpiesznie szedł do gościa; a Jędruś Boner, skoczywszy za filar, tak się gdzieś nagle podział, jakby go ziemia pochłonęła.
— Już jestem — rzekł Kmita — zapewne paź dobrze się sprawił, widzieliście wszystko, co godne uwagi?
— O tak! — z goryczą odparł komtur — wszystko; nad miarę nawet.
— Dziwno mi, co się waszej miłości mogło tak nie podobać?
— Dziwno wam? Zaiste, omal trupem nie padłem...
— Przebóg!
— Hetman Tarnowski nie dał mi wczoraj wspominać o krzywdach zadanych nam przez Polaków; wżdy za słabe to słowo do odmalowania srogiej dzikości waszej.