— Panie hrabio... jakkolwiek gościowi dużo jest wolno, jednak ostrzegam, że moja cierpliwość ma granice. Zechciejcie wytłumaczyć, o co wam chodzi?

— O to! — z piekielną nienawiścią zawołał Krzyżak wskazując ręką w górę.

— Nie rozumiem...

— Jakoż mam jaśniej mówić? Paź waszego króla dokładnie mi powiedział, co to są za wota i skąd pochodzą.

— Nie wota, lecz trofea to są, mości hrabio. Każdy taki buńczyk na Tatarach zdobyty jest chlubnym świadectwem dzielności naszego rycerstwa. Zaliżby zazdrość paliła wam serce, że podobnych u siebie nie macie?

— Buńczuk... co to... jest? — wyjąkał von Bergow osłupiały.

— Nie wiecie? To są odznaki pułków tatarskich. Przed każdym dowódcą watahy (zwą się oni mirzami albo agami) noszony bywa buńczuk z końskich ogonów uwity, godło jego dostojeństwa. Za cenę krwi naszej, w tylokrotnych bojach z pohańcy254 przelanej, kupiliśmy te trofea... czyż niesłuszna, że się nimi przed Bogiem Wszechmogącym wdzięczni szczycimy?

— Ten dzieciak śmiał zadrwić ze mnie... — szepnął Niemiec zaciskając pięści.

— W jakim sposobie?

— Iże to są brody krzyżackie, powiedział.