— Najmiłościwsza pani... raczcie się zbudzić i uchodzić czym prędzej... w kaplicy gore!
Tu najmniej było dymu i królowa na krzyk pazia od razu się obudziła.
— Kto woła? Co takiego?
— Ja... Boner; uciekajcie, najmiłościwsza pani... gore!
— Gdzie Beatrycze?
— Zaczadzona. Biegnę do pożaru!
Rzucił się z powrotem w korytarz. Paziowie cucili się z wolna, owionięci powietrzem, ale ani patrzał na nich, leciał prosto do kaplicy.
— Dmytruś!
— Jestem!
— Chodź! Tamci z wodą już są?