— A jakby na nas wyskoczył? Wżdy broni nie mamy nijakiej.

— Et, czy to jest sprawiedliwość na tym świecie! Lada jaki Krzyżak to ci poczesne stanowisko dostał a oszczepy dwa do zmiany, a ty stój wedle konia, jak baba, i trzymaj go przy pysku. Ot tobie nieszczęście czubate!

— Tak ci się ino zdaje, a jakby przyszło co do czego, pewno byś umykał; to przecie straszny zwierz, widziałem go.

— A skąd on się tu wziął? Nu skąd? Tak z Litwy. Biedny ano kraj, nawet na własne niedźwiedzie go nie stać. U nas w Kołtuniszkach, choć prosty szlachecki dom, to jeden jest u bramy na łańcuchu, coby strzegł od złodziei. A u pana podstolego w Bajdunach, kto drwa rąbie do piekarni? Taże niedźwiedź, za parobka go mają. A ona, znaczy się niedźwiedzica, to znowuż jest za dziewkę, do stołu posługuje. Ino jak ciasto na miodzie upieką, to w szopę oba trza zamykać, bo z rąk wydzierają i ryczą strasznie. Raz pani podstolina zapomniała się i szła bez podwórze, piernik pogryzając. Miśka hyc za nią, dogoniła i odbiera gwałtem. Tak pani ją kułakiem w pysk raz i drugi; dobrze co rękę ma ciężką, bo ledwie że odegnała.

— Jakże to... a niedźwiedzica nic?

— Coże miała robić, uciekała skomląc jak pies. Ale co kawałek piernika udarła, to udarła.

Po prawej ręce króla Zygmunta stał w pewnym oddaleniu jeździec i myśliwy zawołany, Hieronim Ożarowski, podkomorzy królewski; blisko niego łowczy wyznaczył stanowisko księciu Albrechtowi, dalej był Janusz Tarło, hrabia von Bergow, hetman Tarnowski, inni panowie polscy i goście z Prus, cesarstwa i Węgier.

Z lewej strony króla harcował Stańczyk, wielki lubownik275 polowania.

— Pomnij waść — rzekł doń król żartobliwie — że na twoich ramionach losy łowców spoczywają, i pokaż, co umiesz.

— A moją służbę tymczasem kto pełnić będzie? — odciął błazen — pewnikiem któremu z twych zaufanych rajców ten urząd powierzyłeś, odwdzięczając pomoc w układach z jutrzejszym lennikiem.