A zakon Nawysszego na łonie trzymając.
Miecz przed nim srogi, ale złemu tylko srogi,
Niewinnemu na sercu nie uczyni trwogi.285
Pod baldachimem, po lewicy króla, zajął miejsce Zygmunt August, którego pan Opaliński trzymał na krześle, by dziecko wszystkiemu lepiej napatrzyć się mogło.
Za królem stali gromadnie panowie, a u stóp tronu rozsiadł się niedostępny Stańczyk. Nogę założył na nogę, brodę podparł na dłoni i patrzył przed siebie, jakby nic nie widział. Cierpki był; snadź chmura, przesłaniająca królewskie oblicze, cieniem padła i na czoło błazna. Uszata czapka brząkająca dzwonkami dziwnie wyglądała przy tej posępnej twarzy, na której malował się ból i troska.
Opodal, na wprost tronu, na podwyższonym krześle siadła Bona, obok niej stały damy dworskie. W pobliżu królowej zajęli miejsca goście przybyli na uroczystość i posłowie: cesarski i węgierski.
Na niższych stopniach trybuny widać było podskarbiego koronnego w złocistym czepcu na włosach i zielonej szubie podbitej sobolami. Miał on, ówczesnym zwyczajem, po dokonanym hołdzie pomiędzy tłum zalegający rynek rzucać garściami na pamiątkę złote monety z misy, którą przed nim oburącz dzierżył pachołek.
Poprzed hufcem zbrojnych stając, otoczyli paziowie podwyższenie dokoła. Montwiłł naturalnie tuż obok najmilszego sercu swemu Bonera.
— Patrzaj no, Jędruś — szepnął — czego oni wszyscy tak zafrasowali się? Kniaź Ostrogski wąsy przygryza, jako zawżdy w złości zwykł czynić, aż niemiło pojrzeć.
— A pan Firlej jeszcze gorszy — odparł Jędruś — przymknął oczy, jakby nierad widział, co się dzieje.