— Milczeć! Hhhrrrum... o pieska donny Papacody chodzi, niecnoty jedne!
— A to łotr bezecny... — oburzył się Krystek — kogóż znowu pokąsał?
— Dość już wykrętów... nie na gadanie do was przyszedłem; marsz na górę! Król jegomość wie o wszystkim i będzie was sądził.
— Co? Za parę werbów91?
— Za jedną lekcję? Sam król?
— Milczeć! Marsz na górę, powiadam.
— Ale idziemy, idziemy, ino kosz z rybami trza zabrać.
— Z jakimi rybami?
— A o... tyle ślicznych karpi, karasi, nawet dwie szczuki...
— Od samego obiadu człek siedzi, pełen kosz nałowiliśmy.