— Nie wiem: concorso102 chyba.
— Jak się zwie, tak się zwie, ja przystępuję do bractwa! — zawołał Jaś Drohojowski.
— Nu, to i ja — zawtórował dziwnie ożywiony od wczoraj Montwiłł.
— Ja także!
— I ja! — wołali wszyscy.
— Ale poczekajcie, to jeszcze nie koniec; zrobimy siedem gałek z chleba, sześć jednakich, a siódmą usmarujemy sadzą, coby była czarna. Będziemy je wszyscy ciągnąć, a który dostanie czarną, nie należy do współzawodów, ino będzie naszym sędzią.
— Ojoj!
— Czyją on sprawkę uzna za najtrefniejszą, ten zostanie naszym hetmanem na cały rok.
— E... ja tak nie chcę...
— Wielka mi łaska być sędzią...