— Wszelkie uciechy na jeden dzień! — zawołał Zygmunt wesoło. — Czy jest na świecie lepsze jadło, jak kurczęta ze śmietaną157? Strzeżcie się, waszmościowie, byście głodno od stołu nie wstali, bo gdy tę potrawę uwidzę, niemal o wstrzemięźliwości zapominam.
— Zakonotuję158 te słowa waszej królewskiej mości — rzekł biskup Tomicki z uśmiechem — bo ano pora wielka wypić za zdrowie mego chrześnika, najmłodszego z Zygmuntów. Wznoszę kielich i piję w ręce wasze, miłościwy panie!
— Tak że mi przewielebność wasze źle życzycie? — z udanym żalem zawołał król. — Wiadomo wam, że wina dla zdrowia nigdy nie pijam159.
— Gotów jestem do ustępstw: zmieszamy je z wodą.
— Ustąpcie jeszcze krzynę160, księże biskupie... zali moje ulubione piwo piotrkowskie nie stanie za wino z wodą?
— Uważaj waść! Daru boskiego nie umiesz uszanować — oburknęła zgryźliwie ochmistrzyni Jędrusia Bonera, który tuż przy jej krześle upuścił koszyczek z nakrajanym chlebem.
— To niechcący, raczcie wasza miłość darować; pośliznąłem się ino — przepraszał paź pokornie — wyzbieram co do okruszynki.
Rzucił się na kolana i również niechcący sparł się jedną ręką na powłoku donny Arcamone, by ciągnąc suknię, mógł odwrócić uwagę od lekkiego szarpnięcia przywiązanej na wstędze torebki.
— A cóż za niepolityczny161 chłopak! Teraz mi znowu suknię z fałdów wyrywa; usuńże się waść!
— Już, już idę po świeży chleb do kredencerza162.