Tymczasem to silniejsze ręce ją pobiły.

Poszła szybko, — a w duszy siła z gniewem rosła, —

Kamień ciężki do góry wysoko podniosła,

I z całej siły wreszcie wyrzuciła z ręki,

Skacząc za nim — a z zbroi w dal zabrzmiały szczęki.

W oddaleniu dwunastu sążni kamień leżał,

Ale skok dziewki jeszcze tę metę przebieżał.

Poszedł teraz i Zygfryd po kamień i dźwignął,

Gunter ruch naśladował, ale witeź śmignął.

Był dość krzepki z natury i długi, i rosły —