Bo nie chciał zabić sługi wiernego, — więc wstrzymał

Gniew, jako zawsze drogi rycerskiej się imał.

Objęły Alberyka wpół ramiona młode,

A jedną ręką chwycił staruszka za brodę.

I szarpał silnie. Karzeł krzyczał wniebogłosy

Z wielkiego bólu, gdy mu z brody rwano włosy.

I zawołał: «Rycerzu, wypuść mnie żywego!

Gdybym mógł — dodał chytrze — mieć pana drugiego,

Bo jednemu już w służbę pierwej nie oddałem,

Słuchałbym jako pana ciebie w życiu całem!»