Z Brunehildą, jak każe obyczaj koniecznie,

I z drużyną, a potem wprzód rączo pomyka.

— Nie mógł Gunter lepszego obrać posłannika.

Dwudziestu czterech mężów liczył w swym orszaku,

A gdy ujrzano, że o królu ani znaku,

Zasmucili się wszyscy w płaczu i żałobie,

Bo myśleli z pewnością, że ich król już w grobie.

Zsiedli z koni rycerze, dumnie wznieśli czoła.

A już bieży Giselher i z daleka woła,

Z zapytaniem też Gernot żywo ku nim idzie,