A ja bym też niewiele zyskał na powadze.
Dla twej sławy, do siebie dopuścić mnie radzę,
A jeśli moja miłość tak wstręt w tobie budzi,
Przysięgam, moja ręka już cię nie utrudzi».
Wstała, zdjęła go z haku, gdzie wisiał noc całą,
Więc przy żonie na pościel położył się białą. —
Leżał z dala, jej szaty dłoń nie tknęła krewka.
Miała spokój, a tego tylko chciała dziewka.
Przyszła służba i szaty przyniosła im nowe,
Co na ślubny poranek od dawna gotowe,